3 lipca 2014

Dieta, odchudzanie, zdrowe odżywianie - siłownia, fitness, Chodakowska




Dieta, odchudzanie, zdrowe odżywianie - siłownia, fitness, Chodakowska, to tylko kilka ze słów, które już od dłuższego czasu plasują się na wysokich pozycjach w wyszukiwarkach internetowych, a tym samym bycie fit oraz prowadzenie zdrowego stylu życia stało się trendy :) I oczywiście nie ma w tym nic złego, bo to cudowne, że nagle tylu polaków deklaruje, iż ulubiony schabowy z kapustą i ziemniakami wyparł fit obiadek przygotowany na parze bez tłuszczu. Mam tylko nadzieję, że to nie tylko chwilowa euforia w odpowiedzi na obowiązujące trendy, a faktycznie permanentne zmiany, które będą mieć odzwierciedlenie zarówno w kondycji fizycznej jak i psychicznej już do końca życia :)
Długo zastanawiałam się nad tym postem, chyba nie lubię poruszać modnych tematów na czasie :) jednak tematyką odżywiania oraz szeroko pojętego zdrowego trybu życia interesowałam się od dawna, a moja półka wręcz ugina się od książek z tym związanych. Przebrnęłam przez wiele tez, hipotez, mitów i założeń począwszy od konwencjonalnych sposobów odżywiania do medycyny naturalnej. Muszę nieskromnie przyznać, że moja widza na ten temat była dość obszerna, teorię miałam w jednym palcu, lecz w mojej głowie panował chaos i w gruncie rzeczy miałam już dość zastanawiania się nad tym kto ma rację. Koniec końców nie przestrzegałam żadnych zasad i pomimo bogatej wiedzy teoretycznej w praktyce jadłam tony wyrobów czekoladowych i innych bomb kalorycznych, a w barach szybkiej obsługi gościłam częściej niż można sobie to wyobrazić. Jak można się domyśleć na rezultaty nie trzeba było czekać długo i choć mój organizm i tak dzielnie znosił takie traktowanie przez kilkanaście lat, w pewnym momencie zaczął się buntować. Kilkukrotnie próbowałam coś zmienić, ale zawsze wracałam do punku wyjścia. W związku z tym, że pojawiają się pytania na temat mojej diety postanowiłam Wam trochę o tym odpowiedzieć. Po nieskutecznych próbach zmiany stylu życia trafiłam na dietetyka i choć na początku nie wierzyłam, że coś się może zmienić w sposobie mojego odżywiania, dziś, po trzech miesiącach mogę stwierdzić, że trwale zmieniłam swoje nawyki żywieniowe. Oczywiście nie wykluczam, że już nigdy nie sięgnę po ukochane żelki, czekoladę czy ciastka, które przez całe życie były w moim jadłospisie na pierwszym miejscu, ale na pewno nie będą stanowić mojego głównego (wiem, że to przerażające) pożywienia w ciągu dnia, a sama myśl o tym, że tak wcześniej było, przeraża mnie.
Na koniec przedstawiam Wam jeden z moich przykładowych jadłospisów, żadna dieta cud, tylko dieta, która opiera się na racjonalnym odżywianiu, plan przygotowany przez Dietetyka Panią Natalię Sokolską, której między innymi zawdzięczam moją rewolucję żywieniową :)

Pamiętajcie jednak, że jest to indywidualny jadłospis, przystosowany potrzeb mojego organizmu. Co oznacza że nie jest to dieta ogólna przeznaczona dla każdego. Jest to system odżywiania na zawsze, nie na dwa tygodnie, nie na miesiąc, przygotowany przez Dietetyka w oparciu o analizę składu ciała, wiek, wagę, ilość mięśni, ilość tłuszczy i wody, oraz tryb życia. A moja aktualna dieta jest wynikiem kilku wizyt i konsultacji.

Pamiętajcie że właściwa dieta to 70-80% sukcesu w utrzymaniu zdrowego ciała i prawidłowej sylwetki, ale najważniejsze są zmiany w podejściu do całego sposobu żywienia. Absurdem jest stosowanie dwutygodniowych diet "cud", zażywanie cudownych specyfików z internetu, bo nawet jeśli krótkotrwale pomogą wam zrzucić kilka kilogramów, to tylko konsekwencja i ograniczenie spożycia tego co nam szkodzi, tego co nas truje, może przynieść efekty w postaci zdrowego życia.
Więc jeśli nie zmienicie w głowie podejścia do jedzenia, nie ograniczycie celebracji posiłków w restauracjach, słodyczy, używek i szkodliwych produktów to żadna siłownia, fitness czy bieganie nie zniweluje permanentnego stanu zatrucia organizmu, czego wynikiem jest otyłość i złe samopoczucie, które najczęściej poprawiamy sobie - jedzeniem :)

Najważniejsze jest więc aby uświadomić sobie fakt że jedzenie jest jednym z elementów prawidłowego funkcjonowania organizmu, jak woda i światło dla roślin. To że może być przyjemnością doprowadziło do sytuacji że otyłość stała się chorobą społeczną.
Przypominam więc że istotą sprawy jest fakt że JEMY ABY ŻYĆ, dostarczać energię organizmowi by prawidłowo funkcjonować, a nie ŻYJEMY ABY JEŚĆ, bo to niestety stało się sposobem na życie, oznaką dobrobytu i luksusu.
















5 komentarzy :

  1. Widzę, że każda blogerka teraz przygotowuję tego typu posty. Chyba czas i na mnie, ale ćwiczyć nie lubię, a i z dietą u mnie kiepsko ... ;P Choć staram się jak mogę. ;))) Gratuluje samozaparcia.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za dietami wyliczonymi co do grama. Po prostu staram się wybierać racjonalne produkty i porcje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry post. Zwraca uwagę na coś, na co Polacy zwykle nie patrzą. Jesteśmy tym, co jemy - czy nam się to podoba, czy nie. I tak jak piszesz, diety-cud nie istnieją. Żadne Dukany, Atkinsy czy kapusty - to nie jest zdrowe, skuteczne i poprawne. Jedynym słusznym założeniem jest jeść. Jeść zdrowo. I na zawsze. I dbanie o sylwetkę nie musi oznaczać głodu - wbrew pozorom 90 % osób, które mają problemy z utrzymaniem prawidłowej wagi i zmagają się z nadwagą, jest niedożywione, bo nie dojadają. A to niszczy organizm. Dziwi mnie, jak osoba która ma załóżmy 10-15 kg nadwagi, patrząc na to, co ja zjadam, wzdycha "Och, jak ja bym chciała móc tak zjeść wszystko i wyglądać jak ty" - a dziwnym trafem owa osoba, zwykle niedojadająca, ma większe problemy z organizem i nadwagę, które to rzeczy obce są mi, pochłaniającej dziennie lekko 2400 kalorii. Oczywiście, jest różnica w pochłonięciu dziennie 2400 kalorii w postaci warzyw i zdrowego białka, a pochłonięciu dziennie 2400 kalorii w postaci schabowego z ziemniakami, wspomnianego w poście.
    Myślę, że problem Polaków polega na tym, że nie wierzą, że można jeść zdrowo, nie głodować, wyglądać i czuć się świetnie, i mieć siłę fizyczną. Częstym argumentem przeciwko diecie obranej już dwano przeze mnie i Męża (dieta składająca się w 90% z warzyw) jest tekst "A bo w takim klimacie jak wy macie to można, w Polsce się nie da". Ekhm, wybaczcie, ale nikt nie pracuje obecnie siłą mięśni własnych w kamieniołomach, żeby żywić się tylko tłustym mięsem (które niezdrowo zakwasza dodatkowo organizm). Chcieć to móc, a Polakom się nie chce. Dodatkowo dochodzi jeszcze niecierpliwość - już teraz zaraz. Mąż (piszę na jego przykładzie, bo sama nigdy się nie odchudzałam i nawet nie wiem, co to jest ograniczenie jedzenia i dieta) przez rok czekał na pierwsze efekty, dopiero po dwóch latach spadł na stałe z wagi 105 kg na 84. Plus tak długiego czasu odchudzania? Stracił nadwagę na stałe, i teraz bez wysiłku ją utrzymuje. Co za tym stoi? Zmiana sposobu odżywiania na stałe. A dużo osób myśli, że półroczna dieta załatwi wszystko. Długo mogłabym na ten temat ;)
    Gratuluję postu, od siebie mogę polecić książkę "China Study" Colina Campbella - rewelacyjne badania naukowe, mało promowane, bo obalają większość mitów na temat odżywiania się. A jak wiadomo, wielkie koncerny nie są zainteresowane upowszechnianiem badań, które mogą ich zniszczyć przez otwarcie ludziom oczu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, oj, fajne przepisy, ale niestety pełne zbóż, które są bardzo niezdrowe. A "China study" Campbella to niestety zabawa statystyką - w tej książce aż roi się od błędów. Polecam choćby: http://chriskresser.com/rest-in-peace-china-study albo http://www.cholesterol-and-health.com/China-Study.html - polemiki pomiędzy Campbellem i Lorenem Cordainem są także dobrą lekturą i pokazują, że Campbell nie ma żadnych argumentów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny post. Na pewno wypróbuję przepisy :)

    OdpowiedzUsuń