16 kwietnia 2013

Teatalnie - Mayday vs Boeing Boeing

W jednym z postów (Hugo Boss wczoraj i dziś link) zostałam oskarżona, że nie szanuję ludzi starszych. 
Rzeczywistość, która została złośliwie nad interpretowana jest całkowicie odmienna. Uwielbiam towarzystwo ludzi starszych i darzę ich szacunkiem, uwielbiam otaczać się życiową mądrością i chłonąć wiedzę. Podczas wielu burzliwych dyskusji (w towarzystwie ludzi starszych) zazwyczaj przy lampce wina, o sztuce, muzyce, książkach, teatrze i życiu w ogóle, niejednokrotnie pojawiał się temat sztuki ,,Mayday”, a że miałam stosunkowo niedawno okazje oglądnąć błyskotliwą, przepełnioną inteligentnym humorem sztukę ,,Boeing Boeing”, na której bawiłam się wyśmienicie, a której temat wydał mi się bardzo zbliżony do ,,Mayday”, postanowiłam wybrać się znowu do teatru.

„Boeing Boeing” to komedia sytuacyjna Marca Camolettiego. Camoletti w perfekcyjny sposób kreuje dowcip sytuacyjny w oparciu o potrójne życie bohatera z trzema narzeczonymi naraz. Sztuka utrzymania trzech narzeczonych w przeświadczeniu, że są jedynymi oparta jest na rozkładach lotów i idealnym planowaniu, natomiast jego wybranki są stewardesami i naprzemiennie odwiedzają mieszkanie naszego lowelasa, według planu lotów :). Przy czym co istotne, bohater jest inteligentny, bystry, przedsiębiorczy i uroczy, pomimo wątpliwej moralności :)

W ,,Mayday” intryga jest podobna, lecz sytuacja odwrotna. Taksówkarz pracując w różnych porach doby, utrzymuje dwa domy i dwie żony w zupełnej nieświadomości wspólnej koegzystencji. Paradoksy wynikające z osaczenia bohatera i nawarstwianie komplikacji praktycznie są identyczne. Domniemywałam więc, że skoro sztuki mają również podobne rekordy wystawień i popularności, będę bawić się dokładnie tak samo.
Okazało się jednak, że nie do końca tak było. Różnica niestety już na wstępie jest diametralna. Główny bohater okazuje się nijakim, mało inteligentnym, lekko żałosnym, nieodpowiedzialnym szmaciarzem, no i to już z założenia zupełnie nie jest śmieszne. Camoletti utrzymuje całą sztukę może w nie do końca moralnej, ale niewinnej intrydze miłosnej, natomiast Ray Cooney w ,,Mayday” w pewnym sensie kopiując Camolettiego w ogólnym pomyśle, poszedł dalej (a może zmieniły się czasy?) i siłę dowcipu oparł już nie tylko na intrydze miłosnej w trójkącie, ale aby było „zabawniej” zdominował całą akcje homoseksualizmem, no i dopiero hahaha się zaczęło. Z zażenowaniem zerkałam na wszystkie strony zastanawiając się z czego ryczy połowa widowni, a ryczała po każdej głupawej kwestii, a już najbardziej śmieszne było „pedały” hahahaha i „cioty” hahahaha, ludzie płakali ze śmiechu kiedy bohater zjadał gazetę? Bardzo śmieszne... no ubaw po pachy.....
Wróciłam do domu lekko rozgoryczona i zaczęłam się zastanawiać, czy ja zwariowałam? A żeby było jeszcze śmieszniej, sztuka po połowie kiedy dowcip sytuacyjny w końcu się rozkręcił i rozwinął na tyle, że zaczynał mnie bawić, widownie akurat bawić przestał. Kiedy skończyły się idiotyczne okrzyki, kopanie po dupach i gonitwy wokół kanapy, a zaczął dowcip na poziomie, mało kto chyba rozumiał więc przestało być śmiesznie. Zaczęłam analizować, o co chodzi? Sztuka wystawiana od kilkunastu lat, przy prawie pełnej widowni i taka żenada?

Jedną z moich specjalizacji jest zarządzanie w kulturze, więc po przeanalizowaniu tematu nasunęły mi się ot takie wnioski:
Camoletti wystawił swoją sztukę w 1960 roku. Myślę, że na owe czasy wykorzystał, a miejscami delikatnie przekroczył wszelkie dopuszczalne środki, aby sztuka została zaakceptowana przez współczesnych. Zrobił to zarazem tak subtelnie i z taką klasą, że sztuka jest po prostu ponadczasowa. Bawiła nasze babcie, ale myślę że w przyszłości będzie bawić również nasze wnuki :)
W przypadku Cooney'a w ,,Mayday” jest już trochę inaczej. Posługując się dokładnie tym samym pomysłem, chcąc wystawić swoją sztukę w latach 80-tych i również odnieść sukces, ubrał intrygi miłosne w przyciężkawy wątek homoseksualizmu, a całość w raczej płytki przaśny humor dla pospólstwa, oparty na piętnowaniu głupoty i prostactwa, poprzez prostactwo i głupotę (,,Kiepscy?”). No i tu sedno sprawy, bo może w Anglii w latach 80-tych głośne krzyczenie i nabijanie się z homoseksualizmu, prostactwa i głupoty było zabawne, powiedzmy że musiało też być śmieszne w latach 90-tych w Polsce kiedy sztuka biła rekordy popularności. Ale litości, mamy 2013 rok, a geje, murzyni i transsekualiści są w sejmie. Czy kogoś może w 2013 roku bawić okrzyk „pedały” albo że Pan Pana łapie za pupę? Czy po prostu rozmowy pogrążających się w głupocie idiotów taksówkarzy?

Przypomniałam sobie pewna zasadę (zasłyszaną od ludzi starszych), że nie ważne w jakiej sferze ludzkich poczynań artystycznych operujemy, nie ważne czy mówimy o filmach czy książkach o muzyce czy poezji, zawsze w danej kategorii mogą zdarzać się rzeczy dobre, mierne i złe. To nie jest tak, że kiedy mówimy o muzyce klasycznej to już z automatu musi ona być lepsza niż popularna. To nie tak, że teatr w stosunku do filmu to zawsze kultura wyższa. Albo poezja niby powinna być zawsze lepsza niż proza. Czy takiej klasyfikacji nie narzuca czasem snobizm? Czy to udawanie przez ludzi, którzy się nie znają na niczym, że uwielbiają muzykę klasyczną czyni z niej lepszą? Bo prostak słucha disco, a człowiek na poziomie jazzu? Zapewniam Was, że jazz też może być gówniany, a muzyka popularna wyciskać łzy z oczu.

Fakt, że ,,Mayday” to nadal bardzo wzięta sztuka, nie jest wymiernikiem poziomu, a nawet wręcz przeciwnie. ,,Gangnam Style” i zespół ,,Weekend” to dopiero potęga popularności, ale o czym to świadczy? Świadczy jedynie o fakcie, że podoba się ludziom prostym, którzy oczekują prostego, nieskomplikowanego przekazu, a ich jest niestety więcej :)

A może jeszcze inaczej? Może sztuka w założeniu nie była aż taka zła, ale aktorzy grający od 18 lat, ponad 1300 razy, to samo, byli już tak znużeni i zobojętniali, że zrobili to kiepsko zabijając całą zawartą w niej śmieszność? Może. Reasumując, ,,Mayday” nie polecam, za to ,,Boeing Boeing” bardzo.

Oto kilka fotek w drodze do teatru. Moja mama oceniając mój wygląd powiedziała: w takim stroju idziesz do Bagateli? To przecież teatr popularny :)


















kołnierz - Zara
kurtka - Ochnik
spódnica - Bershka %
buty - Simple
torebka - H&M

33 komentarze :

  1. Przepiękne zdjęcia! Wyglądasz cudnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ślicznie! Jestem oczarowana ;)

    zapraszam do udziału w KONKURSIE:
    http://raggio-del-sole.blogspot.com/2013/04/konkurs-home-decor.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Twoje recenzje - masz nieznośnie lekkie pióro :)
    ,,Boeing Boeing” to świetna sztuka, "Mayday" nie znam i nie mam chęci tego zmieniać. Ale powiem Ci, że minę na zdjęciach masz taką, jakbyś wiedziała, że wyjście będzie nieudane ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje posty zawsze miło mi się czyta:)
    a co do stylizacji to maxi spódnica jest cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  5. o ja Cię! rewelacyjnie wyglądasz, spódnica jest genialna!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja!

    Co do stroju to fajnie, że się tak elegancko ubrałaś, moim zdaniem straszna szkoda, że ludzie zaczęli traktować wyjście do teatru czy opery jak do kina i nie przywiązują już tak wagi do swojego stroju, jak to się działo w przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo elegancko! I zgadzam się z Klaudyną (powyżej), że brakuje elegancji ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Obejrzałam Mayday częśc I i bardzo mi się podobała , kiedy grali II częsc nie mogłam się iśc, ale wiem, że nadrobię tę zaległośc kulturalną;-)
    Z dzisiejszej Twoje stylizacji wybrałabym spódnicę i torebkę. Nie lubię stylizacji w totalnie czarnym kolorze, podobnie jak nie noszę krzyży jako ozdoby, dlatego dzisiaj chwalę tylko spódnicę. Każdy ocenia stylizację wg własnego gustu (niekoniecznie dobrego) a ja właśnie nie lubię czarnego koloru i to tylko jest jedyny powód.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy post:)

    Zapraszam do mnie na konkurs!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepiękne klimatyczne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. zjawiskowa jest ta spódnica! ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Jest drama jest i moja miłość.

    OdpowiedzUsuń
  13. ciekawa spódniczka!!:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Wygladasz genialnie elegancko ale jednoczesnie modnie

    OdpowiedzUsuń
  15. genialnie!!! jak zawsze zachwycasz, metaliczna spódnica to strzał w dziesiątkę!♥ ♥ ♥ CAŁUSY NA WIOSNĘ:*
    OLA

    OdpowiedzUsuń
  16. fantastyczne zdjecia:) sliczna spodnica;)

    OdpowiedzUsuń
  17. mnie wyglądasz świetnie, elegancko i gustownie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. według mnie*. nie dodało się słowo 'według' na początku komentarza ;))

      Usuń
  18. Uwielbiam oglądać Twoje zdjęcia. Zawsze wyglądasz pięknie, choć styl, który prezentujesz nie jest w moim typie. Popatrzeć jednak bardzo miło!

    OdpowiedzUsuń
  19. wow, widziałam tą spódnicę, ale na mnie tak dobrze nie wyglądała. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo lubie to, ze na Twoich zdjeciach widac pewne konkretne emocjie i przejawiaja sie one we wszystkich zdjeciach z danego posta. Mysle, ze to tworzy klimat Twojego bloga.

    Pozdrawiam,
    Mila

    OdpowiedzUsuń
  21. Strój idealnie się komponuje z Twoja uroda...jestem pod wrażeniem.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Genialna sytlizacja, wszystko połączone ze sobą w idealną całość! SUPER!
    ps: Podoba mi się twój blog

    OdpowiedzUsuń
  23. strasznie duża szczęka, powinno się modelce wykonturować twarz, bo jest taka bez wyrazu, szczególnie półprofil niekorzystny bo szczęka wygląda jakby wyciosana z drewna...
    stylizacje ok.

    OdpowiedzUsuń